Piękna przestaje milczeć


Zacznijmy od faktów: 6 grudnia 1912 roku 150 uczestników ekspedycji egiptologa Ludwiga Borchardta, dyrektora Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Kairze, pracowa­ło w wiosce Tell el-Amarna w środkowym Egipcie nad wykopaliskami. Jedna z grup dotarła do ruin domu rzeźbiarza Totmesa z dworu faraona. W jego warsztacie odnalazła najpierw fragmenty popiersia Echnatona, a potem 47-centymetrowy polichromowany posąg przedstawiający kobietę niezwykłej urody. Posąg skrzył się kolorami, a ona była jak żywa. Borchardt zwrócił się wtedy do Pięknej: Jej Wysokość! Było to cudowne popiersie Nefretete, doskonale symetryczne, dopracowane precyzyjnie i perfekcyjnie. Widać było wszystkie szczegóły, nawet najmniejsze zmarszczki pod oczami. Tomasz Mann orzekł później, że Nefretete jest „synonimem spokoju i doskonałych proporcji”. Bije z niej blask ponadczasowy. Zadziwia też, że lewe oko królowej jest niekompletne: brakuje mu źrenicy i tęczówki. Niewykluczone, że popiersie miało być rodzajem wprawki dla rzeźbiarza, modelem, z którego korzystał przy two­rzeniu jeszcze większych dzieł, które nie dotrwały do naszych czasów.

Kim była kobieta o imieniu „Piękna, która przybyła”? Księżniczką Taduhepą z Mitanii czy córką arystokraty, doradcy dworu faraona? Etruską królową, która ze swoim mężem pierwsza na świecie wprowadzała religię monoteistyczną? Gdy pokazywali się publicznie, faraon, inaczej niż jego poprzednicy, obejmował, pieścił i całował małżonkę. Nie kryli się też ze swo­ją nagością, choć w przeciwieństwie do przepięknej żony władca Egiptu był, delikatnie mówiąc, raczej mało urodziwy.


Owa kobieta nadzwyczajnej urody u boku Echnatona cieszyła się ogromną czcią poddanych. Sam faraon też był postacią szczególną, zerwał bowiem z wiarą Egipcjan w wielu bogów i wprowadził kult jednego – Atona, boga światła. Aton, Echnaton i Nefretete tworzyli rodzaj boskiej trójcy, a w jej ramach Nefretete była biegunem kobiecości. Nie jest jednak pewne, czy Echnaton podniósł Nefretete do godności współwładcy, ani też kiedy zmarła. Nie wiadomo, czy naprawdę przeżyła męża. Jej imię można znaleźć na staroegipskich reliefach i stelach, ale nikt nie wie, gdzie jest jej grobowiec.

Postać taka, owiana tyloma tajemnicami i brakiem faktów historycznych, stanowi swoiste zaproszenie do snucia fantazji, mitologizowania, rozsnuwania kadzidlanych dymów i podnoszenia na piedestał pierwiastka odwiecznej kobiecości, z czego Ewa Kassala skrzętnie i udatnie korzysta. Nimbu zagadek i tajemnic wokół Nefretete autorka nie rozwiewa, ale przecież nie o to jej chodziło, gdy brała do rąk magiczną różdżkę. Książka odkrywa przed nami – i przy okazji tworzy – wiele sekretów starożytnego Egiptu, odsłaniając obyczaje odległej cywilizacji, tajemnicze wierzenia i starodawną kulturę. Naukowcy stają na głowie, by poznać szczegóły życia i śmierci królowej, lecz ona wciąż niechętnie zdradza swe tajemnice.

Dobrze się zatem stało, że jej zachwycające oblicze – podziwu godne regularne rysy, pełne usta, duże oczy i szczupła szyja – zainspirowały Ewę Kassalę do napisania ciekawej powieści. Autorka subtelnie wciąga czytelników do świata mądrych, silnych kobiet, pielęgnujących wiedzę przodków, obdarzonych niezwykłymi zdolnościami. Przeczytajcie także inną książkę autorki „Żądze Kleopatry”. Dzięki niej fascynująca podróż w głąb antycznego świata trwa i trwa. W imię wiecznego Egiptu! Wciąż trwają też poszukiwania grobowca Nefretete. Nim się to stanie, jeśli w ogóle się stanie, skorzystajmy z zaproszenia Ewy Kassali, by na boską królową spojrzeć jej oczami.

STANISŁAW BUBIN

Z magazynu „Lady's Club”, nr 44 / 2016, str. 49

nefretete.png