Boski dar in vitro

W ciemności, romantycznie rozświetlanej gwiazdami odwiecznie żywego makrokosmosu, nagle następuje oszałamiający, oślepiający błysk mikrokosmosu i łączą się dwie niezależne maluteńkie iskierki. Spotykają się – nie wiadomo dlaczego właśnie one – i... powstaje nowe życie.


TO PIĘKNE I ZADZIWIAJĄCE, a w całkowitej bezradności możliwości zrozumienia tego co, jak i dlaczego się dzieje, rzucające na kolana wszystkich, którzy kiedykolwiek zastanawiali się nad tym największym z cudów. Życie. Jak powstaje, skąd się bierze i wreszcie – dlaczego w ogóle jest? Kto z nas nie myślał o tym choć raz, patrząc w rozgwieżdżone niebo? No i co? Stoimy z zadartą lub też w zadumie spuszczoną głową – no i przecież to oczywiste, że nie wiemy! Możemy się tylko powymądrzać, powtarzając słowa tych, którzy od wieków zastanawiali się nad tym bardziej niż my, tworząc religie, systemy filozoficzne i naukowe. I żyć dalej. Bo życie przecież po to jest, by żyć. I oto dzięki nauce stajemy, my ludzie naszych czasów, przed kolejnym osiągnięciem nauki. Niedawno, bo co to jest kilkadziesiąt lat w dziejach człowieka, otworzyły się przed nami zupełnie nowa, prawie boska możliwość: laboratoryjne połączenie czegoś tak bardzo małego, że jeszcze wcale nie tak dawno nie było możliwe do dostrzeżenia. Bo nie istniały odpowiednie ku temu narzędzia. Teraz nie tylko że możemy zobaczyć i jajeczko, i plemnik, ale potrafimy w warunkach laboratoryjnych skutecznie, „na szkiełku” je połączyć.


ZAPŁODNIENIE IN VITRO, co dosłownie oznacza z łaciny „w szkle”, to metoda zapłodnienia pozaustrojowego. Brytyjski biolog Robert Geoffrey Edwards za opracowanie tej metody otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i Fizjologii. Pierwszą osobą, która przyszła na świat w wyniku zastosowania tego zabiegu, była Louise Brown, urodzona w 1978 roku. W Polsce pierwszego zapłodnienia in vitro dokonał Marian Szamatowicz z Kliniki Ginekologii Akademii Medycznej w Białymstoku w 1987 roku. Od czasu pierwszej udanej próby na świat przyszło ponad 5 milionów dzieci. To dane Europejskiego Towarzystwo Rozrodu Człowieka i Embriologii (ESHRE, European Society of Human Reproduction and Embryology). Każdego roku wykonuje się około 1,5 miliona zabiegów, z czego pół miliona w Europie. Ich skuteczność wynosi 30%, w taki sposób rodzi się bowiem 350 tys. dzieci.


W TYM ROKU SKOŃCZYŁ SIĘ PROGRAM FINANSOWANIA in vitro w Polsce. Dotychczas, dzięki niemu w naszym kraju urodziło się ponad 5,2 tysiąca dzieci. Program nazywał się Leczenie Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego. Już go nie będzie. Mimo że tak wielu zdesperowanym rodzicom pragnącym dziecka umożliwił spełnienie pięknego marzenia. Kościół ewangelicki akceptuje metodę in vitro. Duchowni prawosławni jej nie zalecają, są ją jednak skłonni zaakceptować w sytuacji, w której niepłodność grozi kryzysem i rozpadem małżeństwa. Kościół katolicki ją odrzuca. Póki co. Piszę póki co, bo jestem niemal pewna, że się to zmieni. Tylko kiedy? Ile wody musi jeszcze upłynąć? Myślę sobie tak: kiedy chcemy mieć dzieci, niemożność ich posiadania staje się życiowym dramatem. Jeśli postęp medycyny powoduje, że możemy komuś pomóc, róbmy to. Szczególnie jeśli chodzi o coś, co – może nieszczególnie pięknie – jest określane prawami reprodukcyjnymi. Uważam, że w kwestiach związanych z ciałem i w ogóle z tym, co dotyczy indywidualnych, prywatnych wyborów każdego z nas, dorosły człowiek powi­nien mieć pełne prawo do decydowania o sobie. A państwo powinno go w tym wspierać.


JAKO SPOŁECZEŃSTWO JESTEŚMY CORAZ SŁABSI. Ba­dania mówią, że dotyczy to także plemników Europejczy­ków. I nic nie wskazuje na to, by sytuacja w tej kwestii mogła zmienić się na lepsze. Czyli coraz więcej osób będzie miało problemy z poczęciem. Ponoć jeśli zamykają się przed nami jakieś drzwi, Bóg otwiera inne. A jak nie drzwi, to okna. Matka Natura nie znosi pustki. In vitro pojawiło się w sytu­acji, gdy coraz więcej ludzi ma problemy z płodnością. Być może to okno na świat i nadzieja dla tych, którzy przyjdą po nas? Bo że to dar, to dla mnie oczywiste. Dar ze wszech miar boski.



Piszcie do mnie o tym, co myślicie o in vitro: kassala@stasikowska-wozniak.pl

Zapraszam też na moją stronę www.stasikowska-wozniak.pl


Z magazynu „Lady's Club”, nr 44 / 2016, str. 70